— Dawaj!...
Bryczka zajechała z wielkim trajkotem.
— Rwij! choćby konie miały paść, a przez groblę ostrożnie.
— A jak naprawdę padną? — spytał frant133 furman.
— Kiedy ja mówię, że mogą szkapy paść, to już muszę w tym mieć swoje powody — odparł pan Krzysztof dumnie.
Trzymając nogę na stopniu, zapiął rękawiczkę, potem ugiął paltota, siadł, poprawił się i głęboko odetchnął.
Stojący przed oborą karbowy zdjął oberwany kapelusz.
— Szczęśliwej drogi wielmożnemu panu! — odezwał się.
Podobało się to Krzysztofowi. Rzekł przyjacielsko: — A! — sięgnął do kieszeni i rzucając chłopu złotówkę mówił:
— Dobrze pilnowałeś dzieci, mój przyjacielu, jesteśmy ci za to wdzięczni. Pilnuj równie dobrze gospodarstwa, postaramy się, ażebyś był wynagrodzony.