Wywzajemniając się, szatyn spojrzał z góry na staruszka i niedbale rzucił się na drugi fotel.
— U nas po suszy trafiają się niekiedy deszcze — odparł. — A jakże szanowny kolega wczoraj znalazł chorą?
Owo: „jakże” — stropiło Dragonowicza.
— Jak zwykle przy początkach zapalenia płuc — odparł niechętnie. — Gorączka, dreszcze, język obłożony, puls prędki... Innych objawów...
— A co kolega ordynował, jeżeli wolno spytać?...
Dragonowiczowi coraz mniej podobał się egzamin.
— Ordynowałem to, co zwykle w podobnych wypadkach — odburknął. — Na nieszczęście, opiekunka chorej nie pozwala stawiać ciętych baniek...
— I słusznie! — wtrącił szatyn półgłosem.
— Hę? — spytał Dragonowicz.
— Chora jest anemiczna; krew musimy bardzo szanować...