— Owszem! — odparł doktor.
Na zasadzie tego „owszem” Szmul uzyskał prawo odwiedzenia Anielki. Miał ją zobaczyć pierwszy raz od kilku tygodni. Uwiadomiła go o tym pani Wichrzycka, której Szmul nie omieszkał spytać:
— Z przeproszeniem pani... Czy od tej słabości nie można się zarazić?
— Skądże znowu?
— Bo, widzi pani, ja mam dzieci i... w tych czasach bardzo wiele interesów.
— A dajże mi Szmul spokój! Sam Szmul chciałeś tam pójść, a teraz boisz się?...
W arendarzu ocknął się duch Machabeuszów, plunął na rękę, przygładził nią włosy i — nieco blady — począł przebierać nogami jak ognisty rumak przed bitwą.
Już mieli iść, gdy nagle pani Wichrzycka, przypomniawszy sobie coś, wzięła z biurka spory flakon i obficie oblała kapotę Szmula wodą kolońską.
— Czy to od zarazy? — spytał, kręcąc nosem.
— Od zarazy.