— Dlaczego Szmul taki niespokojny?... Chodźcie no do mnie, Szmulu! przysuńcie się...

— Idźcie, Szmulu! — rzekła pani Wichrzycka.

— Chodźcie tu, Szmulu! — mówiła ciotka.

Ale Szmul ani myślał zbliżyć się do łóżka.

— Czy wy boicie się mnie? — pytała Anielka. — Czy ja taka chora, że już do mnie przyjść bliżej nie można?...

— Przepraszam bardzo — wyjąkał Żyd. — Ja nie dlatego, że panienka chora, nie chcę iść, ale dlatego, że ja... troszkę śmierdzę... Ja tu potem wstąpię — rzekł i prędko wybiegł z pokoju.

Wichrzycka ze śmiechem powiedziała, jako Szmul wstydzi się tego, że został uperfumowany, a ciotka Andzia potakiwała jej. Lecz Anielki nie można było uspokoić. Od tej chwili mówiła wciąż, że jest śmiertelnie chora i że mama musi być także chora.

— Ja już pewnie umrę, ciociu — szeptała z bolesną rezygnacją. — Niech ciocia modli się za mnie... Może by księdza sprowadzić?...

Ciotka była w rozpaczy.

— Co ty mówisz o śmierci, dziecino kochana?... Co się tobie przywiduje?... Przecież tu jest doktor, który cię co dzień bada, a jednak nic podobnego nie przypuszcza...