— Wiem, że było wam źle na tym przeklętym folwarku, który obecnie sprzedałem. Ale zacna baronowa Weiss dowiedziawszy się...
— Weiss?... — spytała Anielka, szeroko otwierając oczy. Przyszła jej na myśl mimo woli podsłuchana rozmowa ojca ze Szmulem.
— Tak, jesteście przecież w domu pani Weiss... — odparł zdziwiony pan Jan.
Teraz Anielka zaczęła przypatrywać się ojcu uważniej — i przy kołnierzu czarnego surduta dostrzegła dwie białe tasiemki.
— Co to?... żałoba?... — zapytała drżąc. — Po kim tatko w żałobie?...
Nagle błysnęła jej jakaś myśl.
— Mama nie żyje!... — krzyknęła, zasłaniając rękoma oczy i upadła na poduszki.
Ojciec pochylił się nad nią.
— Anielciu!... uspokój się! — mówił. — Anielciu!... Anie... O, Boże...
I ukląkł przy łóżku.