W tej chwili do chłopa z zamglonymi oczyma przystąpiła kobieta, mając zamiast chustki pstry fartuch zawiązany około szyi:

— No, Maciek!... — mówiła — idziesz ty dziś czy nie idziesz?...

— Pójdziesz, psiawiaro! — mruknął chłop, potrącając ją łokciem.

— O, że też ty miłosierdzia nie masz nade mną, człowieku! Nic, ino byś cały dzień siedział w karczmie i te wódczysko chlał!... Niedługo będziesz tak jak Ignac legiwał pod ławą na śmiech ludziom!... Upamiętaj się ty choć raz...

Chłop podeszedł do kraty i wziął kieliszek.

— Maćku!... Macieju! — błagała go żona — ustatkujże się...

— Naści... masz... chlaj!... — odparł mąż, wciskając jej kieliszek w rękę.

— Widzicie wy?... — zwróciła się żona do sąsiadów. — Ja mu gadam, żeby nie pił, a on mnie częstuje!...

— Kiej was częstuje, to pijta! — poradził ktoś.

— Jużci, że wypiję. Cóż, mam wylać, kiej zapłacone?...