„Prędko tu bardzo koniec z tobą nastąpi, obacz, co z innych miar z tobą się dzieje: dziś jest człowiek, jutro go już nie widać. A gdy z oczu zniknie, mija rychło i w pamięci...
W poranku mniemaj, że nie dożyjesz wieczora, wieczór zaś nie śmiej sobie obiecywać następnego poranka...”.
„Jak biedny Zdzisław!...”.
„Zawsze więc bądź gotowa i żyj tak, aby cię znienacka śmierć zaskoczyć nie mogła...”.
„On tak żyje... Czyliżby naprawdę odgadywał?...”.
Poczuła ból w sercu i ażeby dodać sobie otuchy, wybrała inny rozdział:
„Dobrze to jest, że doświadczamy niekiedy przykrości i ucisków, albowiem budzą one czułość w sercu człowieka...”.
„To samo mówił Dębicki” — pomyślała Madzia.
„... ostrzegając go, że jest wygnańcem, że na tym świecie nic takiego nie ma, na czym by oparł nadzieję”.
„Nawet na Zdzisławie?...” — rzekła ze smutkiem jeszcze głębszym.