„Kiedy człowiek dobrej woli przykrościami lub złymi myślami jest dręczony...”.
„O, bardzo jestem dręczona!”.
„... wtedy czuje, jak mu jest potrzebnym Bóg, bez którego żadne dobro utrzymać się nie może. Wtedy w nędzy swojej smuci się, jęczy i modli... Wtedy dopiero spostrzega należycie, iż prawdziwe bezpieczeństwo i zupełny spokój na tym świecie utrzymać się nie mogą”.
„Więc gdzież moje szczęście?...” — pomyślała nad wszelki wyraz zgnębiona.
Otworzyła na los książkę i znalazła rozdział: O życiu zakonnym. Gorąco ją przeszło.
„Czy naprawdę to mi sądzono?...” — spytała.
„Trzeba, ażebyś się nauczyła często zwyciężać samą siebie, jeżeli z innymi zachować chcesz pokój i zgodę... Trzeba, ażebyś się stała głupią dla Chrystusa, jeżeli chcesz zakonne prowadzić życie...”.
„Zawsze byłam głupia!...” — szepnęła Madzia.
„Szata zewnętrzna mało znaczy: lecz zmiana obyczajów i zupełne poskromienie namiętności prawdziwego stanowią zakonnika...”.
„Aaa!... więc nie potrzebuję wstępować do zakonu, tylko zmienić obyczaje i poskromić namiętności...”.