Około ósmej wieczór panna Howard zaprosiła do siebie Madzię. Posadziła ją na krześle, sama usiadła tyłem do lampy, skrzyżowała ręce na piersiach i utkwiwszy w przestrzeń blade oczy rzekła niby obojętnym tonem:
— Cóż, wie pani o przełożonej?
— Ach, wiem... — odparła strapiona Madzia.
— O tym, że jej mąż wrócił?...
— Tak.
— Że jest piękny... że był w więzieniu...
— Bardzo bogaty — wtrąciła Madzia.
— I że znowu rozstali się z sobą — ciągnęła panna Howard.
— Wszystko wiem.
— Od kogo?... pewnie od Marty. A to plotkarka!... przez pięć minut nie utrzyma sekretu.