— Ależ ona błagała mnie o tajemnicę — rzekła Madzia.
— Więc już nie mam pani co mówić o szczegółach, ale... Posłuchaj mnie, pani — prawiła natchnionym tonem panna Howard wznosząc rękę.
W tej chwili zapukano do drzwi i odezwał się głos Stanisława:
— Pani przełożona prosi pannę Brzeską... Poczta przyszła...
— Zaraz idę — zawołała Madzia. — (Pewnie list od mamy...)
— Posłuchaj mnie, pani — mówiła panna Howard przykuwając ją spojrzeniem. — Życie pani Latter jest nowym dowodem, co to za klęska dla samodzielnej kobiety — małżeństwo...
— Ależ tak!... (Może wyjadę na święta?...) — szepnęła Madzia.
— Bo pani Latter — ciągnęła panna Howard — była i jest pierwszą u nas emancypantką. Pracowała, rozkazywała, robiła majątek, jak mężczyzna.
— Ciekawam... — wtrąciła Madzia kręcąc się na krześle.
— Tak, to była pierwsza emancypantka, pierwsza samodzielna kobieta — deklamowała z zapałem panna Howard. — A jeżeli dziś jest nieszczęśliwą, to tylko przez męża...