— Krajanka chleba... za duszę Piotra i Agaty. Suchy chleb... Trzy ogórki, żeby Pan Bóg dał deszcz... Może i da? Szóstkę za dusze zmarłe. Wieczny odpoczynek...

Jakub zrobił parę kroków naprzód.

— Litościwa osobo, zmiłuj się nad biednym sierotą... — zaczyna dziad, raczej skutkiem przyzwyczajenia, niż nadziei, aby prośba jego przydać się na co mogła.

Jakub stanął.

— Iii... dziadku — rzekł — jeszcze by mnie się co od was należało...

— Wam?... Ode mnie?... — zawołał dziad zdumiony.

— A ino?... Wyście dziś jedli, a ja nic.

— No, patrzaj, nie jedliście?... A to jedzcie!... Kto wam broni? — mruknął dziad, szybko chowając zapasy.

— A kiej24 nie mam co jeść...

— To sobie zaróbcie. On myśli, że teraz dziady to takie wielkie panowie, jak dawniej...