— Musicie ją, Maćku, karmić z gałganka — rzekła znowu Magda. — Ja wam wynajdę czysty.

— Siadajcie do wieczerzy — odezwała się gospodyni już mniej gniewnym głosem.

Spojrzała na dziecko najprzód z daleka, potem schyliła się nad nim, nareszcie dotknęła palcami jego żółtej i pomarszczonej twarzy.

— Suka, nie matka! — mruknęła. — Magda — dodała głośniej — nalej krzynkę mleka w skorupkę i nakarm znajdę, a ty, Maćku, siadaj do wieczerzy.

— Niech Magda teraz je, ja sam pokarmię sierotę — rzekł parobek.

— Ale, on pokarmi!... Nawet jej trzymać dobrze nie umie!... — oburzyła się dziewczyna, chcąc mu odebrać dziecko.

— Niechaj87 jej! — mruknął Owczarz.

— Oddajcie ją!... — zawołała Magda.

— No, tam, nie szarp jej, Magda — rzekła gospodyni. — Nalej mleka i zwiń czysty gałganek, a Maciek niech ją karmi, kiedy tak chce.

Po chwili trzymał Owczarz w ręku gałganek w formie smoczka i karmił nim dziecko, ku niezadowoleniu Magdy, która zamiast jeść kolację ciągle robiła jakieś uwagi: