— We dwu moglibyście kupić, wy z Grzybem — wtrącił Ślimak.
— Może i moglibyśmy — pochwycił Grzyb — ale dla siebie i dla tych, co we wsi mieszkają.
— No, a ja co? — zapytał Ślimak.
— Nie braliście wy nas do swoich interesów, to nie wściubiajcie nosa do naszych.
— Nie wasz to interes, ino gromadzki.
— Właśnie że mój! — zawołał rozgniewany Grzyb.
— Taki jak i mój.
— Właśnie, że nie taki... — upierał się, wybijając pięścią. — Kto mi się nie spodoba, tego nie dopuszczę do kupna, i basta!...
Szynkarz uśmiechał się.
Łukasiak widząc, że Ślimak blednie, co było znakiem wielkiego gniewu, ujął Grzyba za rękę.