— Chodźta, kumie, do dom — rzekł. — Po co się swarzyć o sprawę jeszcze niepewną? Chodźta, kumie.

Grzyb spojrzał na Josela i podniósł się z ławy.

— Zatem chceta kupować beze mnie? — spytał znowu Ślimak.

— Wy kurczęta w lecie kupowaliśta bez nas — odparł Grzyb.

Obaj z Łukasiakiem podali ręce szynkarzowi i wyszli z izby, nie pożegnawszy Ślimaka.

Josel patrzył za nimi i wciąż się uśmiechał.

Gdy kroki ich ucichły na śniegu, zwrócił się do Ślimaka:

— A widzicie, gospodarzu, jak to źle Żydkom chleb odbierać? Ja straciłem przez was z pięćdziesiąt rubli, wy zarobiliście dwadzieścia pięć, ale za to kupiliście sobie gniewu we wsi za jakie sto rubli...

— I oni beze mnie kupiliby grunt od dziedzica? — spytał Ślimak.

— Dlaczego nie mają kupić bez was? Co ich obchodzi wasza strata, kiedy im będzie dobrze?