— Hej! co tam?

— Stać!... Jakiś wóz zawalił nam drogę...

— Kto to?

— Chłop z drzewem.

— Ustąp, psubracie!...

— Nie ustąpi, bo konie nie uciągną...

— Zepchnąć go w rów!...

— Dajcie spokój!... Lepiej przenieśmy go!...

— Brawo! przenieśmy chłopa!... Z sani, panowie!...

I nim się Owczarz opamiętał, otoczył go rój panów w maskach, piórach, bogatych strojach, z szablami, miotłami i gitarami w rękach. Jedni chwycili jego sanie z drzewem, drudzy jego samego, wepchnęli ich na szczyt niebezpiecznego wzgórza, sprowadzili na dół i postawili w takim miejscu, skąd już mógł wrócić do domu bez wielkich trudów.