— O la Boga! — szeptał zdumiony Maciek, przypatrując się cudakom, między którymi poznał kilku dziedziców sąsiednich wiosek.
— Musi jadą na zabawę do naszego pana — dodał po chwili. — Ale co chwaty, to chwaty i dobre panowie!... Żeby w nich nie wstąpiło, stojałbym94 tu do rana.
Tymczasem ze szczytu wołano:
— Damy boją się jechać pod górę...
— Niech wysiądą, przeprowadzimy je piechotą.
I cała gromada znowu pobiegła na szczyt.
— Sanki nie przejadą tędy...
— Dlaczego nie przejadą? — wołał jakiś młodzieńczy głos. — Antoni, ruszaj...
— Nie dam rady, jaśnie panie...
— Więc precz z kozła, błaźnie! Sam pojadę, kiedy się boisz...