Dziedzic rzucił krakuskę103 na stół.

— Doprawdy, panie Hirszgold, jesteś nieznośny!...

— To nie ja, to interesa. Chciałbym dogodzić pańskiej familii, ale przedłużyć krótkiego czasu nie potrafię.

W sieni znowu zabrzęczało i wpadł ułan z krzykiem:

— Bój się Boga, Władku, co robisz?...

— Nagły interes... — tłumaczył się dziedzic.

— Ależ twoja dama czeka...

— Więc niech mnie kto zastąpi, bo mówię ci, że mam nagły i ważny interes.

— Ależ dama!... — biadał ułan, wybiegając z pokoju.

W sali pierwszy komendant mazura ochrypnął tak, że całkiem zamilkł. Wnet rozległ się inny, potężny głos basowy: