— Panie rond104, panowie koszyk!...

— Ile pan dajesz? — zwrócił się zdesperowany gospodarz do kupca. — Co za oryginalne położenie!... — dodał, pobrzękując podkówkami.

— Daję dwa tysiące dwieście pięćdziesiąt rubli za włókę105, bez targów — odparł stanowczo kupiec. — Jutro dam tylko dwa tysiące.

En avant106!... — ryknął bas w sali.

— Nigdy! — odparł dziedzic. — Wolę sprzedać chłopom.

— Chłopi dają panu tysiąc pięćset rubli, a dadzą — najwyżej — tysiąc osiemset.

— Więc wolę sam gospodarować...

— I dziś pan sam gospodaruje, a co z tego?...

Tournez107!... — zawołano z sali.

— Jak to co?... — oburzył się dziedzic. — Ziemia pyszna, lasy, łąki...