— My Niemcy — odezwał się po raz pierwszy człowiek z wózka.

W czasie tej rozmowy wyszła z chaty i zbliżyła się do wrót Ślimakowa z Jędrkiem.

— Tęgi pies! — zawołał Jędrek.

— Przypatrz no się — rzekł do niego Ślimak — jak ta pani bez całą drogę ciągnie chorego ojca na wózku. A ty byś, hyclu, tak zrobił?

— Co bym miał robić? Albo tatulo nie mają koni!... — odparł chłopak.

— I my mieli konia, ale teraz nie mamy — mruknął podróżny z wózka.

Był to człowiek chudy, blady, z rudymi włosami i takimże zarostem.

— Pewnie byśta sobie wypoczęli i zjedli co po takiej drodze? — zwrócił się Ślimak do podróżnej.

— Ja nie chcę jeść — odparła kobieta — ale ojciec może napiłby się mleka.

— Biegaj, Jędrek, po mleko — rzekł Ślimak.