— Wy z Żydem nie chcecie mieszkać — odparł gniewnie Josel — ale z Niemcami umiecie się nawet modlić. Zobaczymy, co wam z tego przyjdzie.
— Węszy on tu, para, wielgie zarobki! — rzekł do siebie Ślimak patrząc na Żyda, który pobladł ze złości.
I po trochu robił dalej zakupy. Raz nabył ćwiartkę jagieł, innego dnia pół korca krup jęczmiennych, to znowu krąg sadła.
Włócząc się tak po okolicy (bo w swojej wsi gospodarze nie chcieli mu nic sprzedawać), poznał, że ceny na wszystko poszły w górę. A gdy pytał chłopów i gospodyń, czemu się tak drożą? — odpowiadali:
— Po co mamy woma sprzedawać tanio, kiedy nam dziś, jutro zapłacą lepiej.
— Któż wam zapłaci?
— A choćby i te Niemce, co osiedli w waszej wsi.
— To oni i u was kupują? — spytał zaciekawiony Ślimak.
— Od kiedy już... Niech ino jest co większego na zbyciu, wnet zajedzie Niemiec, jeszcze pierwej od Żyda, i płaci bez targu. A co się dla nich miele mąki we młynie!... Tyle, jakby na wojnę szło.
„Ha! — pomyślał Ślimak — skupują po wsiach, bo zboże jeszcze w polu, a ich dużo narodu”.