Handlowe operacje Ślimaka i bratanie się z Niemcami ogromnie nie podobały się chłopom z jego wsi. Nawet pod kościołem w niedzielę nie bardzo który odpowiadał mu: „Na wieki wieków”. Gdy zaś Ślimak przechodził koło jakiej gromady, wtedy głośno rozmawiali między sobą o odstępcach świętej wiary katolickiej, którzy mogą ściągnąć na ludzi gniew boży.

Nawet Sobieska wpadała do ich chaty rzadziej i ukradkiem, a raz wypiwszy wódki — rzekła:

— Bo to gadają u nas, żeście się całkiem wykrzcili na Szwaba... Prawda — dodała po chwili — że Bóg miłosierny wszędzie jeden, ale zawdy Szwab to rzecz paskudna!...

Aby stłumić plotki, za radą żony Ślimak dał jednej niedzieli wikaremu na wotywę i tego dnia z żoną i Jędrkiem był u spowiedzi. Nic mu to jednak nie pomogło. Wnet bowiem Grzyb pod kościołem, a Josel wieczorem w karczmie wytłumaczyli gospodarzom, że Ślimak nie modliłby się tak gorąco, gdyby na nim nie ciążyły grzechy.

— Musiał on cosik dobrego zmajstrować, kiedy aż oboje z babą do spowiedzi poszli!... — mówili chłopi, popijając piwo.

W końcu maja Owczarz doniósł Ślimakowi, że od kilku dni Niemcy przed wschodem słońca wysyłają gdzieś furmanki. Furmanki bawią za domem cały dzień, a wracają późno wieczorem. Następnie podpatrzył Owczarz, że Wilhelm Hamer wywozi z domu wory mąki, krup i połcie słoniny. Jedzie z tym jakby do wsi kościelnej, ale następnie skręca w jar i dojrzeć go nie można.

Wiadomości te sprawiły, że Ślimak począł znowu wstawać raniej i ze wzgórza śledzić okolicę. Przekonał się, że istotnie z każdej kolonii niemieckiej, skoro świt, wyjeżdżają furmanki, ale dokąd? — nie mógł wymiarkować.

Natomiast, patrząc jednego dnia trochę na prawo od kościoła, zobaczył w północno-zachodniej stronie widnokręgu, daleko za polami, jakiś żółty punkt. Punkt ten ku wieczorowi powiększył się, na drugi dzień wyglądał jak kreska, stopniowo rósł, a w końcu zrobił się jakby żółty pasek, zbliżający się do Białki. Jednocześnie dowiedział się od Jędrka, że wracające z roboty wozy Niemców zawalane są piaskiem i gliną.

— A nie pytałeś się, gdzie oni jeżdżą? — spytał Ślimak.

— Pytałem, ale mnie zara przegnał Fryc Hamer, ten z brodą — odparł chłopak.