Wtem usłyszał za sobą ciężkie stąpanie i kaszel. Odwrócił się: za nim stał bakałarz.
— Przyszliście zobaczyć, jak uczą się nasze dzieci? — rzekł bakałarz z uśmiechem.
— Bogać tam — odparł chłop. — Przyszedłem powiedzieć waszemu Hamerowi, że je podlec, bo mnie pozbawił zarobku.
I opowiedział, jak go dziś wypędzono od robót przy kolei, za namową Fryca Hamera.
Bakałarz kiwał głową.
— Robią oni tak samo i naszym — odrzekł. — O, teraz właśnie Treskow i Fabrycjusz kłócą się z Hamerem, że ich odsunął od dostaw przy kolei i że pełnomocnik Hirszgolda dusi ich o pieniądze za grunta.
— Niech się ta swarzą między sobą i z Żydem — odparł chłop. — Ale com ja winien, że mnie chcą zgubić? Przez ich chytrość człowiek teraz nie zarobi grosika. A cóż to mam z głodu zdychać?... Za co?...
— Co prawda, zalewacie wy im sadła za skórę — rzekł po namyśle bakałarz.
— Co ja im robię?
— Wasze grunta leżą we środku gruntów Hamera, co mu psuje gospodarstwo — mówił bakałarz. — Ale to jeszcze nic. Hamer myślał, że mu sprzedacie bodajby tę górę z sosną, gdzie chce postawić wiatrak dla Wilhelma.