— Woda wali bez łąkę i sięga naszego podwórka... A że hycle Szwaby postawiły na swoim brzegu tamę, więc nam ujadło kawałek góry...

— Lo Boga!... I duży?...

— Nieduży, ale zawdy jakby ze dwa piece. I tego szkoda.

— A do stajni nie zaglądaliśta? — spytał Owczarz.

— Jakżeby nie? W stajni woda, w oborze woda, wreszcie i tu w sieni pełno wody. Deszcz ustaje, a na zachodzie czysto. Zara trza wylać, bo dobytek się pochoruje.

— A siano?

— Zmokło, ale da Bóg pogodę, to wyschnie.

— Magda, rozpal ogień!.... — zawołała gospodyni. — Jędrek, weź szaflik i nieckę i wybieraj wodę z sieni, a wy gnajcie z Owczarzem do bydła. Znajda niech se tu zostanie, na ławie.

— Daj klucz do spichrza — rzekł Ślimak — wezmę szuflę.

Gdy słońce wyjrzało zza chmur, już dom Ślimaka był w ruchu. Na kominie płonął ogień, gospodyni z Magdą i Jędrkiem osuszali sień, gospodarz z parobkiem wylewał wodę ze stajenki.