— Bardzoś chora?...

— Ni. Ino mnie trochę głowa boli i we wnętrzu pali, i... sił jakoś nie mam...

To powiedziawszy, odeszła do alkierza i legła na łóżku.

Jędrek z sołtysem opuścili chatę.

Ślimak został sam w izbie, a im dłużej siedział, tym niżej głowa opadała mu na piersi. Zdawało mu się, że drzemie, to znowu, że siedzi nad jakimś szarym polem, w każdą stronę bardzo rozległym, na którym nie ma ani krzaków, ani badylów, ani nawet kamienia — nic. Tylko gdzieś z boku (chłop nie śmiał spojrzeć na tamtą stronę) stoi Owczarz z dzieckiem na ręku i uparcie patrzy mu w oczy.

Ślimak wstrząsnął się. Nie, na tym polu nie ma Owczarza, a jeżeli jest, to gdzieś tak z boku na krawędzi, tak gdzieś daleko, że go nawet dojrzeć niepodobna i widać tylko kraj jego sukmany, a może i tego nie...

Myśl o Owczarzu zaczęła być dokuczliwą. Chłop podniósł się z ławy, przeciągnął, aż mu w stawach zatrzeszczało, i wziął się do mycia kuchennych statków.

— Oto, na co mi zeszło! — mruknął. — Ech!... albo to raz bieda padnie na człowieka, a musi się nie dawać?

Uwaga ta orzeźwiła go i zaczął kręcić się około domu. Świniom wyniósł kartofli i pomyj, dla krów zdjął paszę z góry, narznął sieczki, potem kilkoma nawrotami chodził po wodę do rzeki. Tak już dawno nie robił nic podobnego, że zdawało mu się, iż odmłodniał — i nabrał otuchy. I byłoby mu nawet całkiem raźno pomimo choroby żony i wzięcia do sądu Jędrka, gdyby nie wspomnienie o Owczarzu. Przecie to Owczarz jeszcze dwa dni temu nosił wodę. Owczarz ciął sieczkę, Owczarz karmił bydło...

W miarę zapadającego mroku Ślimak robił się posępniejszy. Najbardziej trapiło go milczenie w izbie, cisza tak głęboka, że obudzone szczury zaczęły biegać po powale i gryźć. Im robiło się ciemniej, tym chłop widział wyraźniej, że mu czegoś brakuje; wielu, bardzo wielu rzeczy brakuje. Im było ciszej, tym wyraźniej słyszał drżący i płaczliwy głos wikarego, który, bijąc pięścią w ambonę, wykrzykiwał: „Byłem głodny, nie nakarmiliście mnie; byłem nagi, nie przyodzialiście mnie; nie miałem dachu nad głową, nie przygarnęliście mnie... Idźcie, przeklęci, w ogień wieczny, zgotowany diabłu i sługom jego...”.