Zrazu oboje milczeli, wreszcie Zośka odezwała się:

— Niech będzie pochwalony...

I poczęła rozcierać zziębnięte ręce, zwróciwszy się do ognia.

Ślimakowi mieszały się wyobrażenia Owczarza, sieroty i Zośki; patrzył na nią jak na człowieka z tamtego świata.

— Skądżeś się tu wzięła? — spytał stłumionym głosem.

— Z kryminału wysłali me do gminy, a w gminie powiedzieli, żebym poszukała roboty, bo nie mają pieniędzy na darmozjadów.

I zobaczywszy pełne garnki na kominie zaczęła oblizywać się jak pies.

— Chcesz jeść? — spytał Ślimak.

— Jużci.

— To se nalej miskę krupniku. A o tu jest chleb.