Grzyb znowu pomyślał.

— No, a cóż by to kosztowało?

— Od stu pięćdziesięciu rubli grosza nie odstąpię — odparł sołtys, rozkładając ręce.

— O, la Boga! — oburzył się Jasiek. — Strzeliliście do mnie z jednej lufy, a już chcecie tyle pieniędzy, jak za armatę.

— Kiedy tak — wtrącił Grzyb — to niech se idzie do kryminału, bo ja za hycla sto pięćdziesiąt rubli nie zapłacę.

— Mnie sto pięćdziesiąt za sekret — rzekł Grochowski — a Ślimakowi osiemdziesiąt rubli za skradzione konie.

Grzyb znowu zaczął bić chłopaka.

— Ty rozbójniku!... — Gadaj, kto cię do tego namówił?...

— Wiadomo, że Josel... Dajcie spokój — lamentował Jasiek — bo już i wstyd przed obcymi ludźmi, że się ino bijecie i bijecie.

— A tyś po co Josela słuchał?...