— Kiej mnie się zdaje — rzekł — że tamta ziemia, niby Gawędziny, jest lepsza od Hamerowskiej.
— To wam dam więcej łąki. Zgoda?... — nalegał Grzyb.
— Bo jo wiem? — odparł Ślimak, drapiąc się w głowę.
— No, to zgoda — pochwycił Grzyb. — Ale wy za moją dobroć zapłacicie sto pięćdziesiąt rubli Grochowskiemu i sto Joselowi.
Ślimak zawahał się.
— Jeszczem swojej kobiety nie pochował, a już z drugą mam się żenić? — westchnął.
Wahanie to oburzyło starego.
— Nie bądźże głupi! — krzyknął. — Cóż to?... obejdziesz się bez baby na gospodarstwie? Nie ożenisz się to nodali180 za puroku181? Nieboszczka zmarła, i kaput! Ale żeby mogła się teraz ozwać, sama by ci pedziała182: „Żeń się, Józek, i nie kręć nosem na takiego dobrodzieja jako Grzyb!”.
— Czego się ta swarzycie? — spytał, podchodząc do nich Grochowski.
— Gadam mu, żeby się ożenił z moją siostrą, z Gawędziną, a on mi się przekomarza — odparł Grzyb.