— Ba! ale chceta, ażebym z własnej kieszeni spłacił Grochowskiego i Josela — odpowiedział Ślimak.
— A piętnaście morgów mienia, a śtyry183 krowy, a para koni i wszelaki domowy dostatek, to co? — zaperzył się Grzyb.
— No, jużci warto — wtrącił Grochowski. — Ino jakże on będzie gospodarował na dwu ziemiach?
— Jo im wymienię — pochwycił Grzyb. — Siestrzyne grunta wezmę na siebie, a im dam piętnaście morgów tu, przy Ślimakowej chudobie.
— Przecie to Hamerowie — rzekł Grochowski.
— Jakie ta Hamerowe! — zawołał Grzyb. — Dziś mi sprzedadzą, a nopóźniej184 po niedzieli zajedziemy do rejenta i kupię od Hamerów cały folwark. Dla tego hycla!... — dodał, pokazując głową na Jaśka.
— To oni już uciekają stela? — spytał Grochowski.
— Iii... siedzieliby do końca świata — odpowiedział Grzyb — ale że im Ślimak nie odstąpił swoich gruntów, więc im się wszyćkie rachuby pomieszały. To bankruty...
Grochowski medytował.
— No, to się żeń, Józek, nie ma co — rzekł nagle do Ślimaka. — Będziesz miał dwadzieścia pięć morgów i niczego żonkę.