— Ale krowa śliczności — odparł sołtys.
— Pieniądz siedzi w skrzyni i jeść nie woła.
— Ale mleka nie daje.
— Dla tej krowy musiałbym wziąć ode dworu łąkę w arendę.
— To przecie wam lepiej wyniesie aniżeli kupować paszę.
Zapanowało dłuższe milczenie, po którym nagle odezwał się Ślimak:
— No, kumie sołtysie — powiedzcie ostatnie słowo...
— Mówię wam: dajcie trzydzieści pięć rubli papierkami i rubla srebrnego za postronek, a krowę ostawię. Grzyb będzie zły na mnie, ja wiem; ale dla was muszę to zrobić. Macie dziewuchę, miejcie i krowę.
Gospodyni sprzątnęła miskę ze stołu, a następnie weszła do komory. Po niedługiej chwili wyniosła stamtąd flaszkę wódki i dwa kielichy, a na talerzu wędzoną kiełbasę i widelec z wyłamanym zębem.
— Do was, kumie — rzekł Ślimak, nalewając wódkę.