Przyroda w Placówce w poetycznym ukazuje się pryzmacie; wszystko w niej żyje, mówi niemal i działa. Przytoczyć by można całe szeregi prześlicznych opisów, poczynając od tego, który nam rzekę Białkę, tak ważną rolę grającą w historii Ślimaka, ujmująco maluje. [...]
Pod względem kompozycji drobne zaledwie usterki Placówce zarzucić by można; okazał tu Prus swoją zmężniałą umiejętność kształtowania charakterów na szerszą skalę i wiązania cząstek wątku powieściowego w jednolitą, harmonijną całość nie tylko w zakresie noweli, ale i w obrębie większej powieści. Troszkę może zacieśnione są stosunki, wśród których żyje Ślimak; może by roztoczenie szersze zarysu życia gromadzkiego przyczyniło się do większego urozmaicenia; lecz i w takim stanie, w jakim jest Placówka obecnie, stanowi utwór wyborny pod względem artystycznym, a ważny pod względem społecznym. Jak Antek w nowelistyce, tak Placówka w powieściopisarstwie naszym zajęła zaszczytne i trwałe miejsce, obudziła żywe zajęcie i zwiększyła dla autora uczucia sympatyczne.
Od samego Prusa dowiadujemy się, że Placówkę zaczął pisać około roku 1880, że ponieważ początek jej zganił jeden z kolegów po piórze, zabrał się do pilniejszych badań nad kompozycją i do nowych studiów nad chłopami, tak że dopiero w pięć lat potem przystąpił do wykonania swego utworu. Ta staranność w obmyślaniu planu i zbieraniu spostrzeżeń dla pogłębienia charakterów znamionuje pisarza, który zadanie swoje nie tylko pod względem treści i myśli przewodniej, ale i co do szczegółów artystycznych traktuje serio i dąży do coraz wyższego udoskonalenia.
Stanisław Tarnowski, Historia literatury polskiej, tom IV, cz. 2. Wiek XIX 1863–1900, Kraków 1907, s. 106–107.
Placówka, powieść większa z naszego dzisiejszego stanu społecznego wzięta, miała duże powodzenie. Treść jej to wypieranie Polaków z ziemi przez zalew niemczyzny. Szlachcic traci majątek i sprzedaje go Niemcowi, bo lekkomyślny, bo próżniak, bo ma głupią żonę, której się przykrzy na wsi; chłop traci swój grunt, bo nie rozumie, bo nie umie sobie dać rady, bo wierzy zdradliwym doradcom. Jego w końcu ratuje jak deus ex machina sąsiad, a dawniej nieprzyjaciel; szlachcica przygarnia tylko z miłosierdzia sąsiad, bierze go do siebie. Sytuacja niestety bardzo współczesna: w obserwacji dużo trafności, w wykonaniu dużo prawdy, bez fałszywego poetyzowania i bez przesadnego gburowatego realizmu.
Wilhelm Feldman, Współczesna literatura polska 1880–1904, Warszawa 1905, wyd. III, tom I., s. 223–225.
Wpatrzony w ziemię, jej bóle i nadzieje, Prus w r. 1880 rozpoczyna, w r. 1884 kończy Placówkę. Już nie jednostka, lecz naród cały staje się jego bohaterem, nie filantropia, lecz wielka idea społeczna jego celem. Jesteśmy na ziemi piastowskiej, zagrożonej przez niemiecki Drang nach Osten. I gdzież są jej obrońcy historyczni? Skrzetuski nie broni dziś Zbaraża, lecz siedzi może w Monaco. Wołodyjowski zamiast zakopać się raczej pod gruzami, woli antyszambrować w Berlinie, w jakimś przedpokoju politycznym, Kmicic nie myśli o przewinieniach swych niedawnych i rozhulawszy się z Oleńką — między jednym mazurem a drugim sprzedaje ojcowiznę. Pozostał jednak chłop. Bez parceli Ślimaka, na której może stać wiatrak, wieś dla Niemców nie ma wartości. Powstaje tedy zaciekła walka między chłopem a przybyszami. Sprzysięgła się przeciw niemu cała wyższość kultury niemieckiej, sprzysięgli się swoi, kierowani chciwością, ciemnotą, wszystkimi popędami barbarzyńskimi, sprzysięgły się nawet siły przyrody. Chłop nie ustąpił. Była chwila, kiedy, złamany nieszczęściami, chciał się już zgodzić — chwyciła go wtenczas baba, ta personifikacja konserwatyzmu wiejskiego, dzika, gorączką pałająca przedśmiertną, i wymogła na nim przyrzeczenie, że zostanie. Niemcy odeszli.
Optymizm ideowy — będący realistycznie znowu pesymizmem. Prus-obserwator i człowiek racjonalny widzi chłopa w najciemniejszych kolorach. Jego Ślimak to chłop setnie głupi, chytry, podejrzliwy, bez serca dla drugich, najwyższym jego ideałem: by po pracy wypocząć i wydobrzeć w kościach. Dzieli on z Chrzanowskim sławę obrony posterunku, gdy zasługę tę należy przypisać właściwie ich żonom. I cóż Prusa godzi z tym chłopem, że każe w nim widzieć „placówkę”? Uczucie. Ślepe, namiętne, bezgraniczne przywiązanie do ziemi. Niedostępny mędrkowaniu, nie oderwany od gruntu macierzystego przez krytycyzm, kulturę, racjonalizm — instynkt dziedziczny, ślepe, bezgraniczne przywiązanie do ziemi, źródło siły żywiołowej, najzbawienniejszych natchnień. Uczucie to bierne, nieucywilizowane, konserwatywne — to najlepszy patriotyzm. Nieruchome i proste jak głaz — a na głazie tym placówki narodowe mogą stać bezpiecznie...
W jego znaku atoli także zguba dla jednostek odrywających się od tłumu, pogrążonego zwykle w inercji i bezmyślności, mającego na dzień powszedni, na życie powszednie wystarczającą broń w pozytywizmie „zdrowego rozsądku”. Kontrast ten, ziejący zawsze między geniuszem a tłumem, spotęgował się w naszych czasach do stopnia walki śmiertelnej na tle zbanalizowania pozytywistycznego społeczeństwa, odpychającego jako wroga — szczególnie geniusza uczucia. W stanie mniej rozwiniętej i dumnej „cywilizacji” ludzie żyją więcej instynktem, szczerością, uczuciem bezpośrednim; na tym gruncie szerokim schodzą się jednostki wybrane z masą, są jej wyrazem — przewodnikami. Dzisiaj „ten tylko, kto się wrył w księgi, w metal, w liczbę, w trupie ciało”, albo kto uzbrojony w najgłupsze, bo żadną sankcją nieuświęcone przywileje urodzenia i pieniądza — ten tylko jest panem epoki. I oto Prus, wychowanek okresu materialistycznego, fanatyk matematyki i elektrotechniki, staje się najżarliwszym obrońcą sponiewieranego uczucia.
Stan swego społeczeństwa, ludzkość nawet zacznie rozpatrywać jako walkę między pełzającym rozsądkiem a geniuszem serca, między poziomym, w skorupie egoizmu i ślimactwa zamkniętym tłumem a bohaterami altruizmu.