Uczucie jako idea subiektywna, jako imperatyw etyczny, ale jeszcze bez ucieleśnienia artystycznego, triumfuje w Powracającej fali, w Placówce jako instynkt zbiorowy wychodzi zwycięsko z wrogiego potopu [...].
[...]
Realizm nie pozwala sobie na idealizowanie kogokolwiek, karykaturzysta znęca się tu nad chłopomanem, bohater utworu, Ślimak, nie ma w sobie żadnej cechy bohatera, a jednak zwycięża potęga ślepa, instynkt: bezgraniczne przywiązanie chłopstwa do ziemi. Pozytywny rozsądek dawno byłby ustąpił przed nawałą — ślepe, nieracjonalne uczucie każe jeśli nie Ślimakowi, to jego babie wytrwać: i ziemia się obroniła. W walce o byt nie tak zwana kultura, wyrachowanie, pozytywizm, lecz źródło siły żywiołowej, miłość, triumfuje. Zaprzeczenie podstaw pozytywizmu zupełne.187
Antoni Potocki, Polska literatura współczesna. Część I. Kult zbiorowości, 1880–1890, Warszawa 1911, s. 266–268.
Od razu wstępnym bojem zdobywa sobie powodzenie pierwsza z powieści Prusa, Placówka.
Utwór ten jest na wskroś znamienny dla całej obfitej kategorii rzeczy ludowych. W samym Prusie jest ostatecznym skrystalizowaniem się fermentów, które kilkuletnia twórczość nowelistyczna była obudziła. Było to jego wyzwolenie z więzów doktryny w dziedziny życia, wrażenia, obserwacji. I wyzwolenia tego ostatecznym etapem jest — lud. Twardy chłop poznański, Ślimak — uskrzydlił warszawskiego pozytywistę. Już przedtem bardzo z bliska, bo w charakterze robotnika, Prus obserwował, a raczej zżywał się, jak wiemy, z maluczkimi. Ale tu, w Placówce, natrafił szczęśliwie na takie zjawisko, które rozproszone, tkliwe, żałosne, ludzkie wrażenia zwarły w jedną ideę. Odbije się ona mocnym echem i potem w dalszych koncepcjach Prusa — jako „ziemia i prosty człowiek”(Lalka). Tu tymczasem staje się punktem wyjścia pierwszej jego większej powieści, a zarazem pierwszego na większą skalę powodzenia w literaturze. Placówka pięciu czy sześciu wydaniami, zainteresowaniem powszechnym, które budziła już na szpaltach gazety — otwiera w istocie długi szereg powodzeń literackich „ewenementów” tego dziesięciolecia.
Cóż znalazł w niej ogół — coraz to szerszy — czytelników? Znalazł jak w soczewce zebrane w jedno ognisko wszystkie promienie momentu, wszystko, co go w tej chwili najmocniej zajmowało.
Ślimak — przeciwstawiający się zwycięsko nawale germańskiej — to przede wszystkim zapowiedź pełna dobrej wróżby wobec groźnych zapasów w Poznańskiem. Jakże jej pragnąć musiały strwożone serca tej nieszczęsnej „inteligencji”, która nie będąc narodem — za naród czuć i przewidywać musi, nie mając sama mocy — mocy tej wygląda jak zbawienia i szuka! Ślimak i Jagna, Staś i Jędrek — to lud-opoka, na której tak pragnie budować całe pokolenie. Więc przepowiednie entuzjastów, przewidywania działaczy — potwierdza ów zawsze dla wszystkich najzrozumialszy argument — obraz, ten, którego nie wiedząc o tym zawsze najchętniej słucha ogół — twórca. Przy tym rękojmią wartości utworu staje się jego realizm: ten Ślimak-lud to nie bezsilna idealizacja, to lud-żywioł ze wszystką ślepotą żywiołu, ale i z jego potęgą. Genialnie przeprowadzona psychologia chłopskiej prawdziwej jednostki, zawartej w pozornym dwojgu, mężu i babie, żywe postaci Owczarza, Grzyba — rubaszny, jędrny humor, niedający nigdy mimo krwawych śladów przejść akcji w melodramat — cały ten żywotny, wskroś odczuty i zrozumiany wątek chłopskiego żywota, jak owe „jagły” trzymające „gorącość” — to wszystko musiało Placówce dać skuteczność i pożywność, pokarm dla łaknącego ogółu.
[...] Po kilkuletnim terminie nowelistycznym Prus szczęśliwie w [Placówce] pozbył się resztek owego gawędziarstwa, rzemiennym dyszlem jeżdżącego po rozłogach naszej dawnej powieści. Tu obraz za obrazem, scena za sceną rozwija się nieodzownie język nasycony gwarą ludową, zwarty i krzepki, całość wrażeniem i myślą intensywna, budowa bez nieużytków — słowem, ta powieść z noweli rodem — to dzieło sztuki.
Wreszcie — owa idea przewodnia, owa koncepcja chłopa jako placówki, wyrastająca z całości, ma tu charakter zgoła inny niż dawny dydaktyzm i nieodłączna odeń tendencja. To nie bakalarska przestroga, lecz wyraźny etap na drodze do jakiejś syntezy, która będzie miała znaczenie zarówno dla życia, jak dla sztuki.