Ale ten chłop dość zacofany, nieporadny, czasem aż niedołężny, przedstawi nam się od razu w innym świetle, gdy zjawi się Niemiec z talarami pruskimi o kupno gruntu. A właśnie tak się dzieje. W dolinie Białki chcą osiąść koloniści pruscy, ale trzeba im koniecznie górki Ślimakowej, bo tam mają postawić wiatrak. [...]
Z sąsiedztwa Niemców nic sobie Ślimak na razie nie robił, ale rychło poczyna odczuwać jego skutki. W pobliżu budują linię kolejową, zarobki można mieć duże, za furmankę płacą dobrze. Bogacą się też Niemcy zajęci przy budowie. Zgłasza się i Ślimak ze swymi końmi, ale odprawia go Fryc Hamer, który tam jest dozorcą, nie chce nawet mówić z nim. Chybaby sprzedał grunt... Ale Ślimak ma w odpowiedzi swoje: „— Ni”.
A potem spada na chłopa nieszczęście. Przyszła burza, spłynęła rzeka, Niemcy wyławiają z wody niesione wezbraną falą drzewo. A co ułowią piękny kawał, poczynają z radości śpiewać. Synek mały Ślimaka, Stasiek, bardzo wrażliwy na śpiew, tak się zasłuchał w melodię potężnie brzmiących głosów, że nie patrząc przed się, poszedł ku tym głosom i wpadł w topiel. Ratunek daremny, dziecko umiera. „— Bez Niemców zginął” — mówi do siebie zrozpaczony ojciec.
A potem nadchodzi bieda. Zarobków nie ma, do dworu nikt już nie zawoła, bo dwór sprzedany, dla bydła brak paszy, bo Niemcy nie odnajmą już łączki kupionej od dziedzica. Trzeba zbyć krowę, za byle co! na rzeź... [...]
Niemcy, nie mogąc kupić górki, odsprzedają nabyte łany dworskie okolicznym chłopom polskim i opuszczają dolinę Białki. Kawał ziemi polskiej ocalał...
Kto go uratował? Chłop, jego przywiązanie do zagonu ojcowskiego, jego wytrzymałość, wsparta w chwili zachwiania się przez dzielną kobietę, serdeczną Jagnę.
Ślimak gruntu nie sprzedał...
I Prus umiał patrzeć dobrze. Fala naporu pruskiego rozbija się i dziś o polskiego chłopa, tylko że dziś Ślimaki, w Poznańskiem zwłaszcza, stają się coraz bardziej przedsiębiorczymi, gospodarują coraz lepiej, nie tylko nie sprzedają gruntów, ale nabywają je. Kiedyś, gdy ta walka o ziemię, wiarę i język zakończy się, Placówka Prusa będzie świadectwem bohaterskich zapasów ludu polskiego z przemocą pruską, będzie cennym obrazem jednej z chwil tej walki.
Ale Placówka ma także inną wartość, nie mniej trwałą, jako jedna z najpiękniejszych powieści polskich. Mamy w niej niezrównany obraz wsi polskiej, mamy w mistrzowski sposób odtworzone życie na wsi i duszę chłopa polskiego, takiego, jakim on był przed trzydziestu laty188. Ślimak to postać tak żywa, tak prawdziwa, tak wrażająca się w pamięć, że niewiele podobnych znajdziemy w naszym piśmiennictwie. [...]
Placówka jest powieścią chłopską. Dowiadujemy się z niej, jak chłop polski myśli i czuje, poznajemy go do gruntu. Bez wad on nie jest, ale dobre strony w nim przeważają — można na nim polegać i trzeba czuć dla niego szacunek. Światła tylko więcej! Nauki chłopom potrzeba, by mogli rolę uprawiać lepiej i mieć z niej większy pożytek; trzeba im wiązać się w spółki, by łatwiej mogli sobie poradzić i uwolnić od wyzysku — oto, co jeszcze można z Placówki wyczytać. Bo Prus, cokolwiek pisał, pisał prawie zawsze z myślą o pożytku, jaki z jego artykułu czy powieści wypłynie. Nie darmo chwycił za pióro w tych czasach, kiedy wołano, że nawet poezja powinna być użyteczna. Tej zasadzie pozostał też wierny. A że największych korzyści dla sprawy narodowej spodziewano się z oświecenia i z uobywatelnienia ludu, cóż dziwnego, że właśnie chłopem zajął się Prus tak gorąco.