— Wola boska! — rzekł chłop, uchylając czapki. — W tym ja najgorszy jestem między naszymi chłopami, że mam gruntu niedużo; ale w tym lepszy od samego pana, że z mojej chudoby ziemia zlatuje na jego łąki i majątku mu przysparza.

Chłopak, słysząc takie rozumowanie, kręcił głową.

— Co kręcisz łbem? — zapytał go ojciec.

— Bo mi się nie widzi to wszystko, co gadacie.

— Nie widzi ci się, boś młodszy ode mnie i głupszy.

— To i wy, tatulu, głupsi jesteście od Grzyba, boście młodsi, a on przecie gada wcale inaczej.

Chłopa aż kolnęło w serce.

— Jak ja ci dam w mordę — wykrzyknął — to zaraz pomiarkujesz se, ty kondlu, kto mądrzejszy!...

Wobec tak silnego argumentu Jędrek zamilkł i odtąd szli, nie rozmawiając ze sobą. Stasiek marzył nie wiadomo o czym, a Ślimak na przemian albo frasował się: czy mu wypuszczą łąkę? albo dziwił, że jego starszy syn wygłasza tak przewrotne teorie.

— Ha! — mruknął — zapatruje się hołociuch na innych. Hardy, para, nikomu nie ustąpi, i łaska boża, że jeszcze nie kradnie. Ho! ho!... on już nie będzie chłopem.