— Obywatelu! — rzekł panicz tonem obrażonego. — Jeśli chcesz, ażebyśmy byli ze sobą w przyjaźni, nie kłaniaj mi się tak nisko i nakryj głowę. Czas zapomnieć o resztkach niewoli, które nam i wam ujmę przynoszą. Nakryj głowę, obywatelu, proszę cię...
Zdumiony i zakłopotany Ślimak chciał spełnić rozkaz, ale ręka odmówiła mu posłuszeństwa.
— Przecie to wstyd stać przy panu w czapce — szepnął.
— Dajże spokój dzieciństwom! — ofuknął panicz. Wyrwał mu czapkę z ręki i gwałtem wsadził na głowę, a następnie to samo zrobił wylęknionemu Staśkowi.
„Choroba!...” — pomyślał chłop, nie mogąc zdać sobie sprawy z demokratycznych intencyj panicza.
— Cóż to, idziecie do dworu? — spytał go myśliwiec, zawieszając fuzję na ramieniu.
— Jużci, jaśnie paniczu.
— Macie interes do mego szwagra?
Chłop znowu chciał ukłonić się do nóg, ale został powstrzymany.
— Cóż to za interes?