— Już moja zeszła na dół, niech panowie pozwolą.
Panowie skierowali się do chaty, a za nimi Ślimak, Owczarz i nawet Magda. Jedzenie mleka przez podobnych gości było tak wielkim wypadkiem w gospodarstwie Ślimaka, że godziło się opuścić żniwo.
Nie mniejsza niespodzianka czekała ich na podwórzu. Ślimakowa z Jędrkiem wynieśli przed chatę stołki z poręczami i wiśniowy stół, nakryli go obrusem, położyli talerze, blaszane łyżki, osełkę masła, bułkę sitnego chleba63 i cały ser z kminkiem. Na progu chaty stała w pogotowiu dzieża zsiadłego mleka, a o kilkanaście kroków z boku trzy kury z gromadą kurcząt dziobały kaszę, krzycząc i rozpychając się.
Panowie spojrzeli po sobie zdziwieni.
— No, no — szepnął młodszy — szlachcic lepiej by nas nie przyjął.
Siedli przy stole, zjedli pół dzieżki64 mleka, pochwalili ser i masło, wreszcie starszy zapytał Ślimakowej, co się należy?
— Niech panom będzie na zdrowie — odpowiedziała kobieta.
Zdziwili się jeszcze więcej.
— Darmo przecie objadać was nie możemy — rzekł starszy pan.
— My nie weźmiemy pieniędzy za gościnność. Wreszcie mój chłopiec tyle u państwa zarobił, jakby za cały dzień żniwa.