— Taki sobie zwyczajny Wałek — objaśnił Łukaszewski.

— A pasport24 ma?

— Co za dziwna kwestia!— wtrącił Kwieciński. — To samo, co gdyby pana kto zapytał, czy rządcy domów umieją pisać.

Gość rozszerzył białe dłonie, jakby zabierając się do odlotu, i rzekł głosem, w którym czuć było mniej słodyczy, a więcej stanowczości:

— Zatem niech ten młodzieniec przyśle mi dziś pasport przez stróża, a dwadzieścia cztery ruble panowie będą łaskawi doręczyć mi zaraz. Idę właśnie do gospodarza, który mnie wezwał, a czuję, że zrobi awanturę za te pięć dni... Nawet właściwie za dwanaście dni, bo on zwykle pierwszego odbiera komorne.

Łukaszewski wydobył portmonetkę, to samo zamyślał25 zrobić Kwieciński; Gromadzki zaś mocno zaaferowany biegał po swoim pokoju, jak gdyby w rozmaitych kątach jego szukał pieniędzy. Tylko Leśkiewicz, zaopatrzony widać w duże kapitały, usiadł konno na amarantowym fotelu i, oparłszy ręce na poręczy, pytał drwiącym tonem:

— Cóż pański gospodarz taki pedant w odbieraniu komornego? Nie mógłby jeszcze tydzień zaczekać?...

Gromadzki nadstawił ucha; odsunięcie terminu zapłaty na tydzień wydało mu się nader szczęśliwym pomysłem, chociaż wniosek ten sformułował jego wróg, Leśkiewicz.

Piękny rządca zrobił się amarantowy, jak fotelik.

— Bójcież się panowie Boga! — zawołał — Nie narażajcie mnie wobec gospodarza! Przysięgam...