— No, więc i cóż?... — odparł Gromadzki, już odzyskując zmysły. — Po co mnie budzisz? — dodał.
— Widzisz... Widzisz... — mówił całkiem zmieszany Leśkiewicz, i dobrze nie wiedząc, co mówi — Widzisz... Tego... Może byś mnie opukał...
I to powiedziawszy, zawstydził się własnej głupoty.
— Chory jesteś? — zapytał Gromadzki, spuszczając nogi z łóżka.
— Tak... Chory... Struli nas obiadem...
— No, to rozbierz się i kładź się — odparł Gromadzki, owijając się w swoją starą kołdrę i kładąc na gołe nogi nie lepsze od niej kalosze.
„Jaki to poczciwy chłopak! — myślał Leśkiewicz — a ja go tak krzywdziłem...”
W parę minut rozebrał się do bielizny i był na swoim łóżku. Gromadzki usiadł przy nim i zaczął badanie.
— Wiesz, Gromada, byłem dla ciebie niesprawiedliwy...
— W jamie brzusznej nie ma nic osobliwego...