Teraz już zostałam sama na świecie i w takiej jeszcze nędzy!

Państwa wstydziłam się prosić o co, ale prosiłam babek żebrzących, i te mnie przez kilka dni karmiły. Dawały mi wódki, chleba, zimnych kartofli, a nawet i po parę groszy.

Jednej nocy spałam w takiej pace, co w niej fortepiany rozwożą, a drugiej w kościele, gdzie mnie dziadek jakoś nie dopatrzył po nabożeństwie. Na trzecią noc poszłam do psiej budy i tam mi było najcieplej ale, że się ludzie jakoś po podwórzu kręcili, musiałam więc uciekać, i wtedy Pan Bóg do szpitala mnie doprowadził.”

*

Adwokat przerwał opowiadanie i duszkiem wychylił pozostałą resztkę ponczu.

— Ciekawa, panie dobrodzieju, historia — mruknął patron.

— Zdaje się, że jeszcze nieskończona — zauważył mecenas.

— Do końca już niedaleko, szanowni koledzy — rzekł adwokat.

— Ojciec mój w tym czasie wezwał mnie do domu w interesie familijnym, którego wymieniać nie widzę potrzeby. Jako dobry urzędnik, wziąłem urlop na osiem dni, siedziałem dwa tygodnie, gdym zaś powrócił do obowiązków szpitalnego kancelisty (a działo się to wieczorem), pobiegłem najpierw do pokoju Marii. Łóżko jej znalazłem posłane, tablicę startą, miskę umytą, lecz lokatorki nie było.

W tej chwili, panowie, uczułem to, co czuć musi korek, gdy w istotę jego wszrubowują28 trybuszon29... — „Czy choć aby nie wyzdrowiała?...” — pomyślałem.