Potem opowiedziałam mu wszystko, co się stało.

—„Ha! — mówi pan — tyś sierota i ja sierota, więc chodź ze mną.”

I poszedł naprzód do jednego drewnianego domu, gdzie mieszkał na facjatce27.

— Biedne dziecko! — mruknął mecenas.

— Istotnie, że biedne! — potwierdził adwokat. — Uciekając przed starym rozpustnikiem, trafiła na młodego filantropa, który przez litość wziął naprzód do siebie, a potem rozumie się, porzucił!

Wówczas poszła na służbę, ale i tam jej się nie wiodło, ponieważ w kilka miesięcy państwo odprawili ją, zobaczywszy, co się święci.

Wtedy dostała miejsce w szynku, gdzie robota była ciężka, ale strawa niedobra. Toteż chorowała tam prawie co dzień. Szukała także i Stefana, ale on zginął gdzieś, jak kamień w wodzie.

—„Wreszcie — mówiła dalej Maria — nie mogąc już wytrzymać w szynku, podziękowałam za służbę i z kilku zebranymi rublami poszłam na komorne do jednej starej kobiety.

Staruszka była bardzo poczciwa, choć biedna. Zdaje mi się, że chodziła po proszonym; toteż jeść, choć licho, mieliśmy, ale palić nie było czym w izbie.

W tych czasach dał mi Bóg córeczkę; ale biedactwo umarło, trochę może z zimna, a trochę i z głodu. Niezadługo potem staruszkę sankarz rozjechał na ulicy, a mnie gospodarz z domu wypędził...