— Nieszczęście, panie dobrodzieju.
— Sąd Boży! — wtrącił adwokat. — Prawie przysiągłbym, że się powiesił na krzyżu Marii.
— Tak jest! Na krzyżu Marii! — potwierdził mecenas. — Pijaków i bezbożników zawsze spotyka los podobny.
— Pijaków! — jęknął patron. — Wybaczcie, panie dobrodzieju, ale muszę już iść do domu.
— Proponowałbym, abyś kolega do końca wysłuchał historii — zawołał adwokat.
— Historia już skończona — rzekł mecenas — ale ta druga kwestia, o której zapomniałem...
— Czy istotnie jest tak ważna?
— Dałbym na honor piętnaście rubli na ubogich, gdybym ją mógł sobie przypomnieć; no, ale kiedy panowie śpieszycie się...
Nastąpiły bardzo czułe pożegnania, w ciągu których mecenas na próżno chciał sobie przypomnieć swoją ważną kwestię, a patron ciężko wzdychał. Potem mecenas poszedł w jedną stronę, jego zaś koledzy w drugą.
Upłynęło kilkanaście sekund, gdy nagle od strony Saskiego Placu rozległ się okrzyk: