— Panie adwokacie! Panie patronie!... Zaczekajcie! Zaczekajcie!...
Zmęczony mecenas przebiegł jak jeleń obok cukierni, doganiając kolegów, którzy zatrzymali się zdumieni.
— Co za pamięć! Co za pamięć!... Teraz dopiero przypomniałem sobie, com miał wam zakomunikować — mówił mecenas.
— No cóż takiego?...
— Kiedy adwokat skończył opowiadanie o Marii, przypomniałem sobie, że mam bardziej ważną sprawę i że z powodu braku czasu nie będę wam mógł dokończyć historii o Stefanie...
— Tylko to?... — zapytał adwokat.
— To tylko... Dobranoc!
— No, a jakże będzie z piętnastu rublami, które miałeś kolega dać na ubogich w razie przypomnienia sobie kwestii?
— Ehe! To tylko była ozdoba stylowa! — odparł z najpiękniejszym uśmiechem mecenas. — Do zobaczenia!