— Dobrze, panie mecenasie.

— Oprócz tego, racz pan podać mój adres z dodatkiem, że interesantów przyjmuję od 10 do 12, i że głównie powodzi mi się w regulowaniu działów, tudzież w sprawach rozwodowych.

Wyszedłem zgryziony, powieść moja bowiem zmniejszyła się o całe dwa tomy. Pozostał mi tylko patron, udałem się więc do niego.

— Czy pan mecenas dobrodziej nie raczyłbyś mi...

— Wiem już, wiem! — krzyknął przerażony. — Na rany Boskie, nie dotykaj pan tej głupiej sprawy!... Stefan nigdy w szynku nie grywał, nigdy pijakiem nie był, nigdy się nie wieszał, nigdy rubli na loterię nie puszczał!... To kompletnie bogaty chłopak i mój osobisty przyjaciel!... Panie literacie! — ciągnął dalej obrońca. — Ja was wszystkich, panie dobrodzieju, bardzo szanuję, ale... nie opisujcie tej historii, bo przez nią mogę stracić najprzyzwoitszego klienta, który mi dostarcza mnóstwa spraw i po książęcemu płaci...

Wybiegłem znękany.

Przypisy:

1. werenda — dziś popr.: weranda. [przypis edytorski]

2. ogon — tren, pas materiału ciągnący się za suknią po ziemi. [przypis edytorski]

3. dyszkant — wysoki głos chłopięcy. [przypis edytorski]