— No najprzód muszę zjeść obiad, bom głodny. Zresztą za godzinę będę u siebie na pańskie usługi — odpowiedział Zapora chłodno.
Potem kiwnął głową paru znajomym i z wolna opuścił salę.
Uczta urządzona przez Adlera odbyła się dosyć kwaśno.
Wielu z gości wyszło przed obiadem, inni udawali wesołość. Ale za to Ferdynand miał doskonały humor. Pierwszy kieliszek wina uspokoił go, a dalsze podnieciły. Był kontent, że ma pojedynek, jeszcze z Zaporą! — I ani wątpił o tryumfie.
— Dam mu lekcję strzelania — szepnął do jednego z sekundantów — i basta!...
A w duchu pomyślał:
„To mi lepiej wyreguluje stosunki aniżeli wszystkie obiady”.
Doświadczeńsi awanturnicy, jakich nie brakło w sali, patrząc na młodego siłacza przyznawali mu charakter i fantazję.
— Dzięki niebu — mówił jeden z nich — i nasz partykularz będzie miał głośną sprawę.
— Żal mi tylko... — rzekł inny.