Jeden z nich zaprowadził go na ulicę Ogrodową, gdzie znalazł jakiegoś nieznanego człowieka.
— Mam jeszcze dwa!
Zamknął oczy i ciągnął na los szczęścia.
Tym razem pojechał na Pragę i dowiedział się, że adresat jest brukarzem.
Z trzecią kartką dostał się aż pod Wolskie rogatki. Wszedł do parterowego, drewnianego domku i znalazł w nim izbę ciasną, ciemną i wilgotną, lecz próżną.
— Gdzie jest rękawicznik, który tu mieszkał? — spytał stróża, dając mu rubla do ręki.
— Kto go tam wie, jaśnie panie! Tydzień temu, jak go zlicytowali i podział się gdzieś z synkiem.
— Miał przecie żonę i troje dzieci?
— Żonę? Mieszkał tu od Św. Jana, alem żony nie widział, a dwoje najstarszych dzieci zmarło jeszcze w sierpniu.
— Drugi... Trzeci i czwarty... — szepnął Wilski. — Chciałem pojechać do Helenki z faktami, ale ich widać zabraknie... O, Boże!