Bądź co bądź, skutkiem wybuchu kowalowej sytuacja stałaby się bardzo drażliwą66, gdyby nie wmieszał się rejent, który miewał interesa67 ze Stawińskim. Przerwał on kłótnią68, wzywając organistę, aby opowiedział, co się stało ze Stasiem.
Tymczasem dokoła bryczki zebrał się tłum Żydków, jakby spod ziemi wyrosłych, organista zaś całemu zgromadzeniu kaznodziejskim tonem opisał wypadek Stasia. Gdy w końcu podniesionym głosem zapytał obecnych, czy nie zna kto obywatela mającego krytą biedkę na resorach — jeden z Żydków zawołał:
— Ja wiem! to pan Łoski, sędzia...
— A słowo stało się ciałem! — krzyknął organista. — A toż ja właśnie do niego miałem interes i Bóg wie, po com tutaj wstępował!...
I z tymi słowy zawrócił konia.
— O jedźcież prędzej, kumeńku serdeczny! — mówiła kowalowa, targając organistę za połę długiego surduta.
Na bryczce oparł się Żydek i rzekł:
— Pani Szarakowa! a niech pani pamięta, że to ja powiedziałem... Ja tam jutro przyjdę do kuźni...
— Cóż to znowu za szachrajstwo? — oburzył się organista. — Przecież ja sam doskonale wiedziałem, że pan Łoski jeździ do sądu krytą biedką zaprzężoną w gniadego konia...
— To po co się pan pytał, jeżeli pan sam wiedział?... — zawołał rozgniewany Żydek.