— Na świecie coraz gorzej, żeby mnie piorun trząsł! Nalej Zosiu, panu...

— Święta prawda — odpowiedział starzec.

— Za moich czasów, panie, choinki były takie, że by sam człowiek wlazł na nią, a dziś (bodaj się most pode mną załamał!), jak biczyska.

— W jednym względzie to jest gorzej, a w drugim to jeszt szto raży lepiej — upewniał pan Władysław.

— W żadnym lepiej...

— Czo tam pan Wojciech barłoży14!...

— W żadnym, powiadam, a kto mi tu będzie gadał inaczej...

— A chy! a chy!... a chy!.. — zakrztusiło się dziecko.

— Święta Panno! — zawołała Wojciechowa. — Franek się dławi...

— Pal go w kark!... Ot co jest!...