Istotnie średni chłopak dźwigał na sobie długą do kolan szatę, która po bliższym przypatrzeniu się okazywała dużo podobieństwa do kamizelki z tyłu i z przodu otwartej.

— No, ustawcie się, przyniosłam wam jeść.

— Mnie jeść! — zawołała dziewczyna mniejsza, strojąc głos do płaczu.

Dziecko to siedziało na ziemi i co czas jakiś uderzało blaszaną łyżką w patelnię.

— Cicho! dostaniesz i ty. Macie tu struclę: naści tobie... tobie i tobie.

Dzieci stanęły rzędem podług wzrostu, opierając głowy o krawędź stołu.

— Tu są figi... No, bierzcie! A tu... sama nie wiem, jak się to nazywa, ale jedzcie, bo słodkie.

— Aj! prawda, panienko, że słodkie.

— A to szczupak.

— Szczupak?... Patrz, Jasiek, szczupak! — rzekła starsza dziewczyna do chłopca.