— Aaa!... — dziwił się chłopiec — patrz, Magda, szczupak...

— Szczupak! — wybełkotało dziecko, wsadzając palec w pół otwartą paszczę ryby, którą chłopak w tej chwili przycisnął ze śmiechem.

— Oj! oj!... kąsa... kąsa! — zapłakało dziecko — U... u!...

— To paskudne chłopczysko! — oburzyła się panna w zielonej sukni — chudy jak wędzonka, a zły jak pies. Poczekaj, nic teraz nie dostaniesz.

Z kolei chłopiec począł płakać, uspokojono go jednak niebawem i ustawiono w szeregu. Młoda dziewczyna kruszyła resztki szczupaka, przy słabym i migotliwym światełku wydobywała ostre kości, i biegając z szelestem od dziecka do dziecka, w otwarte usta kładła drobne kąski ryby, jak ptak karmiący pisklęta.

Tymczasem fortepian brzęczał, a w sąsiedztwie nie ustawała kłótnia.

— Już nie ma nic... możecie się teraz bawić — odezwała się panna.

Usłyszawszy to, chłopiec i mniejsza dziewczyna, jak na komendę, siedli na ziemi, zabierając się do nowego koncertu na patelni.

— Gdzież ojciec?

— Tatko w cyrkule27 — odpowiedziało najstarsze dziecko.