— Ale ja chcę porcelanowy słoik.

— Dam porcelanowy... Palące pociski trującej miłości...

— Ale taki z drewnianą nakrywką...

— Z drewnianą, z drewnianą!... Miłości, co w jeden wieniec splata...

Dyń! dyń!...

— O losie, coś mnie tu, jak Prometeusza przykuł! Kto tam?

Otwieranie drzwi.

— Ja proszę pana omyliłam się, bo to nie nafty, ino oleju rycynowego...

— Dość już!... dość! gdzie są pieniądze?

— A oto są! Pani mnie tak wybeształa...