— Dość już!... milcz!...
Słychać otwieranie szaf, stawianie drobnych przedmiotów, wreszcie hałas rygli i powrót.
— A moja pomada, panie? — zaczyna młoda osoba.
— W tej chwili!... Palące pociski trującej miłości, miłości, co w jeden wieniec splata ciernie z kwiatami...
Dyń! dyń! dyń!...
— O męczarnio! o tortury! — woła młodzieniec, biegnąc i otwierając drzwi.
— Rumianku rzymskiego, tylko prędko!
— Milcz! co mi tu będziesz rozkazywał?
— Niech no pan dużo nie gada, tylko rumianek daje, bo dziecko chore.
— Dosyć! Nie dam ci, jeżeli mi się nie podoba.